„Z pamiętnika czerwonej pół-kadry”


DZIEŃ DRUGI


24 lipca- wtorek

I… zaczął się! Pierwszy poranek w Szklarskiej Porębie! Wstaliśmy ok. godziny 7:30. Następnie udaliśmy się na mszę świętą. Tym razem śpiew był o wiele lepszy (nawet pani Teresa to przyznała). Kazanie wygłosił ksiądz Wojciech- zasiał w naszych sercach Ziarno 1. Rozważaliśmy piękną modlitwę Ojcze Nasz- a dokładniej fragment: „ Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje”. Ksiądz przedstawił nam Boga jako Ojca- nie tylko Jezusa, ale każdego z nas. Po mszy nadeszło ubłagane śniadanie- kukurydziane płatki z mlekiem oraz kanapki.
Po śniadaniu moja grupa zebrała się w świetlicy na tajne narady, których oczywiście tutaj nie zdradzę . Następnie czerwone dziewczyny udały się na spacer po Szklarskiej Porębie. Oprócz zwiedzania i podziwiania widoków miały one za zadanie zasięgnąć pewnych informacji. Nie powiem nic, ale może dobrze, że mamy jeszcze więcej czasu, bo z tego, co wiem, najlepiej nie jest . Ale ćśśś… Tajemnica! W czasie, gdy moja grupa zapoznawała się z terenem, ja i moja towarzyszka niedoli, Natalia siedziałyśmy cały Boży dzień w biurze, pracując między innymi nad tą kroniką . Wreszcie wybiła 13:30- obiad! Zupa-rosół nie z makaronem, tylko z zacierkami, które narobiły się wielu wrogów wśród kolonistów, może nawet kadry ? Na drugie było udko z kurczaka, ziemniaki i buraki, co gorsza zimne ☹. Deser to jeszcze do niedawna zakazany owoc, teraz już „na legalu”- lody! Śmietankowe z kawałkami czekolady! W rożku!
Po obiedzie- cisza poobiednia, także pierwsza. W czasie gdy moja koleżanka wybrała się z p. Michałem i księdzem na spacer, ja postanowiłam uciąć sobie krótką drzemkę. Niestety, nie potrwała ona wystarczająco długo, bo już mnie potrzebowali. Pobiegłam więc w lekkim letargu do biura i zajęłam się ustalaniem rodzinek, ale nieeee, nic nie zdradzę! Od godziny 15:00 w naszej świetlicy praca wrzała- trzeba przecież wymyślić nazwę grupy! Dowiecie się, co wybrałyśmy, ale trochę później, uzbrójcie się w cierpliwość! Co oznacza godzina 18:30? Kolacja! Znów na stołach zaroiło się od kanapek, wreszcie z pomidorem! Cóż za radość! A na deser- Kinder bueno!
Po kolacji nastąpiła chwilowa konsternacja, a wraz z nią do ciałek kolonistów wstąpiła ogromna porcja energii do sprzątania! Ponieważ kadra- żartownisie postanowiła ogłosić komisję czystości o 19:00. Biedni uczestnicy, jak w szale wybiegli ze ZNICZA, by jak najszybciej znaleźć się w (nie)zupełnie wysprzątanych pokojach. Miejmy nadzieję, że jednakowoż im się powiodło . O 19:30 odbył się (pierwszy) pogodny wieczór! A dokładniej prezentacja grup. Na początku na scenę wyszli zieloni pod przewodnictwem księdza-kleryka-diakona-weterana Łukasza. Wybrali oni dość ciekawą nazwę- ZIELONI SIEWCY. Ich grupowym, bez niespodzianek, został Piotrek Muszel. Nasz KKDW oznajmił, że przygotowywali się przez 3 godziny! Szczerze mówiąc, efekty nie była aż taaak zachwycające. Siewcy zaprezentowali nam, jak należy poprawnie siać zboże, w dosyć humorystyczny sposób. Następnie w rytmie (i melodii) „Mało nas, mało nas do pieczenia chleba” na scenę weszły czerwone (z duchowo) towarzyszącą p. Dominiką. Grupowa- Weronika Piotrowska przedstawiła wszystkie RUMIANE BUŁECZKI, (nie odbyło się niestety bez kłopotów). Okrzyk czerwonych brzmiał- „ Rumiane bułeczki to niezłe laseczki. Noszą ze sobą czerwone chusteczki i na czas zawsze przybywają”. Zeszły ze sceny przy akompaniamencie „zupgrade’owanej” wersji- „Dużo nas, dużo nas do pieczenia chleba”. Teraz przyszła pora na NIEBIESKIE ZIARENKA i panią Asię, których grupowym został (o dziwo hehe) Kostek Kamiński. Chłopcy przedstawili się i odeszli. Zaraz za nimi ukazały się RÓŻOWE BABECZKI wraz z grupową Natalią Snopek i p. Agnieszką. Ola Kordek przeczytała nam regulamin (nie bez trudności), ale w końcu się udało. Zgodnie z kolejnością powinni teraz być żółci chłopcy, ale że fioletowe dziewczynki tak bardzo rwały się do przedstawienia, to prowadząca p. Dominika im to umożliwiła. FIOLETOWE BUŁECZKI, ich dzielna p. Ola oraz równie dzielna grupowa Maja Murza zaprezentowały nam ambitny okrzyk. Ich nazwa została źle przyjęta przez czerwoną część kolonistów, uważały one, że popełniono plagiat (co prawda, to prawda ☹), moim skromnym zdaniem lepszą nazwą byłyby na przykład jagodzianki, ale cóż, plakat i okrzyk wykonano. Dziewczynki przedstawiły się i przeczytały okrooooopnie długi regulamin- zawierał aż 21 punktów! Wreszcie przyszła pora na YELLOW SQUAD ( nie wiem, jak nazwa ta jest związana z ziarnem , ale okej, może nie nadążam za ich tokiem myślenia). Grupowym (wow!) został Paweł Podsiadło. Przed występem żółtych kleryk Piotr zgodnie z zasadą „najlepsze na koniec” powiedział, że nawet jeśli inne grupy starałyby się być najlepsze, to im nie wyjdzie, bo pozycję „top grupy” zajmują żółci. Paweł zasiadł sam przy stole i rozpoczął przedstawienie w formie talk show-„najlepsze talk show w Szklarskiej Porębie”. Olek Lewicki przeczytał nam regulamin i zapowiedział, że grzeczni chłopcy będą go przestrzegać, hmm zobaczymy, jak będzie. Po prezentacji grup pani Teresa przedstawiła krótki plan jutrzejszego dnia. Szybka dziesiątka różańca i do łóżka… Nie! Nie dzisiaj! W tym wyjątkowym dniu zamiast do pokoju rzesza kolonistów udała się na dyskotekę! Tradycyjnie odbyła się belgijka, jeśli ktoś chciałby wiedzieć .Tak wyglądał dzień drugi, ciekawe, co przyniesie następny!


Wasza Zuzia